Kiedy zaczynałem pracę z WordPressem, świat wyglądał zupełnie inaczej. Nie było Webflowa, Squarespace ledwo raczkował, a słowo “headless” kojarzyło się wyłącznie z horrorem, nie z architekturą CMS. Przez ostatnie kilkanaście lat widziałem setki dyskusji o tym, że “WordPress umiera”, a za każdym razem platforma wychodziła z tego obronną ręką i zdobywała kolejne procenty rynku. Ale rok 2026 przynosi pytanie, które zadaje sobie coraz więcej deweloperów i właścicieli stron: czy to nadal ma sens?
Odpowiedź brzmi: tak, ale nie dla każdego i nie w każdej sytuacji. Zaraz wytłumaczę, co przez to rozumiem.
Jak wygląda rynek CMS w 2026 roku
WordPress obsługuje dziś ponad 43% wszystkich stron internetowych na świecie. To liczba, przy której naprawdę trudno powiedzieć, że coś jest “przestarzałe”. Dla porównania — drugi Shopify obsługuje niecałe 4% rynku, a Wix i Squarespace razem nie dobijają do 4%. Nawet jeśli przyjmiemy, że część tych instalacji to zapomniane blogi z 2012 roku i porzucone witryny, skala jest niewyobrażalna.
Ale sam udział w rynku to tylko część obrazka. Ważniejsze jest to, co dzieje się na poziomie ekosystemu. W ostatnich latach WordPress przeżył kilka poważnych wstrząsów. Sprawa WP Engine i konfliktu z Mattem Mullenweg w 2024 roku odbiła się szerokim echem w społeczności. Mullenweg, współzałożyciel WordPressa i CEO Automattic, publicznie zaatakował jednego z największych dostawców zarządzanego hostingu WP, co doprowadziło do blokad, pozwów i długiej debaty o tym, kto właściwie “kontroluje” WordPressa jako projekt open source. To wydarzenie zostało w głowach wielu deweloperów i po raz pierwszy poważnie zachwiało zaufaniem do fundacji stojącej za platformą.
Jednocześnie Gutenberg — system bloków, który miał zrewolucjonizować sposób budowania stron — dojrzał do punktu, w którym Full Site Editing przestało być eksperymentem i stało się realną alternatywą dla page builderów. Motywy blokowe, wzorce i Site Editor w WordPress 6.x to zupełnie inne narzędzia niż to, czym było WordPress jeszcze trzy lata temu.
Dlaczego deweloperzy wciąż wybierają WordPress
Powód numer jeden to ekosystem. Nie ma drugiej platformy, która oferuje ponad 60 000 wtyczek, tysiące motywów i społeczność liczoną w milionach aktywnych użytkowników. Kiedy klient przychodzi z problemem, który w innym systemie wymagałby pisania kodu od zera, w WordPressie często wystarczy kilka minut szukania w repozytorium wtyczek.
Powód numer dwa to niski próg wejścia dla klientów. Kiedy oddajesz stronę zbudowaną na WordPressie, klient jest w stanie samodzielnie ją obsługiwać bez tygodniowego szkolenia. Edytor blokowy, choć nie jest doskonały, jest wystarczająco intuicyjny dla osoby, która nie programuje. To ogromna wartość w codziennej pracy agencji czy freelancera.
Powód numer trzy to ceny hostingu. WordPress działa świetnie na serwerach VPS za 5–15 euro miesięcznie. Rozwiązania SaaS jak Webflow czy Squarespace potrafią kosztować wielokrotnie więcej przy podobnym ruchu, a przy dużych stronach rachunki szybko rosną do poziomów, które bolą.
Powód numer cztery to możliwości customizacji, które nie mają górnego limitu. Można zbudować prostego bloga, sklep z tysiącami produktów, platformę subskrypcyjną, sieć portali w Multisite i wiele więcej — wszystko na tej samej technologicznej podstawie.
Gdzie WordPress przestaje być dobrym wyborem
Szczerość wymaga przyznania, że są sytuacje, w których WordPress po prostu nie jest najlepszym narzędziem.
Jeśli budujesz produkt SaaS, który ma obsługiwać tysiące użytkowników ze skomplikowaną logiką biznesową, sięgnij po dedykowany framework — Laravel, Next.js czy cokolwiek, co lepiej pasuje do Twojego stosu technologicznego. WordPress ma swoje ograniczenia architektoniczne i zmuszanie go do czegoś, do czego nie był projektowany, skończy się technicznym długiem.
Jeśli zależy Ci na absolutnie najszybszym time-to-market i nie chcesz myśleć o hostingu, bezpieczeństwie i aktualizacjach, Webflow albo Squarespace mogą być lepszym wyborem. Oczywiście tracisz elastyczność i płacisz za wygodę, ale w pewnych projektach to uczciwa transakcja.
Jeśli Twój zespół składa się z developerów frontendowych pracujących w React i nikt nie chce dotykać PHP, headless WordPress z Next.js może być kompromisem — ale szczerze mówiąc, w takim przypadku warto rozważyć też Contentful, Sanity czy Strapi, które zostały zaprojektowane jako headless CMS od początku.
Jeśli budujesz aplikację mobilną, w której CMS to tylko warstwa backendowa, WordPress jako REST API backendowy to rozwiązanie możliwe, ale nieoptymalne. Są lepsze narzędzia do tego celu.
Co się zmieniło w 2026 roku i dlaczego to ważne
Poza wspomnianym konfliktem w społeczności, rok 2026 przynosi kilka istotnych zmian technicznych. PHP 8.3 i 8.4 to zupełnie inne środowisko wykonawcze niż PHP 7.x, na którym przez lata stało WordPress. Nowoczesny PHP jest szybki, ma typy, enumy, fibers — i WordPress w coraz większym stopniu to wykorzystuje, choć wciąż dźwiga sporą ilość starego kodu.
Gutenberg Full Site Editing po kilku latach turbulencji osiągnął poziom dojrzałości, przy którym motyw blokowy nie oznacza już kompromisów. Kadence, GeneratePress, Blocksy i kilka innych tematów FSE oferują dziś to samo co Elementor czy Divi sprzed lat, bez zbędnego kodu i z nieporównywalnie lepszą wydajnością.
Integracje AI weszły do mainstreamu WordPressa. Wtyczki generujące treść, chatboty, automatyczne tagowanie, optymalizacja SEO wspomagana przez modele językowe — to wszystko dostępne bez pisania jednej linijki kodu. Dla twórców treści i małych firm to ogromna zmiana sposobu pracy.
Jednocześnie Google coraz mocniej premiuje szybkość i Core Web Vitals. Strona na WordPressie, która nie jest zoptymalizowana, przegra w wynikach wyszukiwania z lekką stroną na Webflow. Ale dobrze zoptymalizowany WordPress na VPS z Nginx, Redis i CDN-em może osiągać wyniki 95+ w Lighthouse — i robi to lepiej niż większość rozwiązań SaaS przy ułamku kosztów.
Czy warto uczyć się WordPressa w 2026 roku jako deweloper
To pytanie dostaję regularnie od osób zaczynających karierę w web developmencie. Odpowiem wprost: tak, ale nie jako jedyną technologię.
Znajomość WordPressa otwiera drzwi do dziesiątek tysięcy zleceń na każdym rynku. Freelancerzy z dobrą znajomością WP, PHP i podstaw bezpieczeństwa mogą liczyć na stabilny dochód. Agencje budujące strony dla małych i średnich firm wciąż potrzebują ludzi, którzy potrafią sprawnie wdrożyć, skonfigurować i utrzymać instalację WordPressa.
Z drugiej strony, jeśli Twoim celem jest praca w dużych firmach technologicznych albo budowanie własnych produktów, samo WordPress to za mało. Traktuj go jako jedno z narzędzi w przyborniku, nie jako fundament całej kariery.
Przyszłość WordPressa — co mnie niepokoi, a co napawa optymizmem
Mówiąc szczerze, napawa mnie optymizmem ciągły rozwój projektu open source, który pomimo wszystkich turbulencji wokół fundacji i osobistych konfliktów nadal przyciąga setki kontrybutorów i miliony nowych instalacji. Napawa mnie optymizmem dojrzewający ekosystem bloków i fakt, że porzucono próby zrobienia z Gutenberga “rewolucji za wszelką cenę” na rzecz stopniowego, przemyślanego rozwoju.
Niepokoi mnie natomiast wspomniana sytuacja z WP Engine i pytanie o to, kto realnie decyduje o kierunku projektu. Niepokoi mnie też tempo, w jakim rośnie dług techniczny w starszym kodzie rdzenia i kompatybilność wsteczna, która chroni setki tysięcy starych wtyczek kosztem możliwości modernizacji platformy.
WordPress w 2026 roku to platforma dojrzała, miejscami zmęczona własną historią, ale wciąż niezastąpiona w określonych kontekstach. Nie umiera — ewoluuje. I jeśli śledzisz tę ewolucję na bieżąco, masz w ręce narzędzie, które przez kolejne lata będzie jednym z filarów internetu.
Jeśli ktoś pyta mnie, czy warto w niego inwestować czas i pieniądze — odpowiedź zależy od projektu. Ale w zdecydowanej większości przypadków, które spotykam w codziennej pracy, WordPress nadal jest pierwszym, a często jedynym wyborem. I nie sądzę, żeby to miało się zmienić w ciągu najbliższych kilku lat.

